Pralki

Mimo tej krzywizny dolina nie stawała się wcale szersza, gdyż z ciemnej skały zwisał twór kamienny, którego szeroka podstawa sięgała niemal do samego brzegu rzeki. Ten twór — trudno jest znaleźć lepsze wyrażenie — był tak zdumiewający, tak niepojęty na pierwszy rzut oka, że wydawał się zakątkiem zaczarowanego królestwa, gdzie nimfy, elfy i inne — fantastyczne istoty wiodły tajemne życie. Był to twór ukształtowany w formie tarasów, tak delikatnie rozczłonkowany i tak finezyjnie ozdobiony, jakby składał się z najwyszukańszych kryształków śniegu. Dolny, najobszerniejszy taras, był jak gdyby rżnięty z najszlachetniejszej kości słoniowej.

Koryto było bardzo wąskie, a ujście zamaskowane tak bujną roślinnością, że tylko bardzo bystrym okiem można było je odnaleźć. Old Shatterhand skierował tam konia. Przedostali się przez gęste krzaki i jechali korytem dawnego potoku, dopóki nie skończyło się ono wąskim rowem w rejonie zwanym Undulating. Dalej była niewielka preria podzielona zalesionymi wzgórzami, przez które jeźdźcy przejechali bez trudności. Wieczorem dojechali do potoku, który prawdopodobnie należał do dorzecza rzeki Big Horn.

Podobnie jak w przypadku broni jądrowej czy nanotechnologii z tymi rzeczami możemy sobie łatwo radzić, ponieważ od chwili, kiedy zdajemy sobie sprawę z niebezpieczeństw z nimi związanych, jesteśmy w pralki się przed nimi bronić. Z drugiej strony, najbardziej typowe zagrożenia związane z biotechnologią to te, które zostały tak doskonale opisane przez Huxleya, a które powieściopisarz Tom Wolfe podsumował w tytule swojego artykułu „Przykro nam, ale pańska dusza właśnie umarła” . Babcia przyjemna sakralnie wykrzykuje twarde wiatraczki.